Recenzja

Ekipa z Poznania — dlaczego ten serial wciąż trzyma widzów?

Polska komedia obyczajowa Polsatu, która nie chce się zestarzeć — sprawdzamy jej przepis na sukces.

Przytulny polski salon z telewizorem

Kiedy Polsat wprowadzał „Ekipę z Poznania” do ramówki kilka lat temu, niewielu analityków stawiało na wieloletni sukces. Komedia obyczajowa osadzona w realiach małej firmy budowlanej z Poznania wydawała się zbyt lokalna, zbyt specyficzna, żeby zdobyć ogólnopolską widownię. Stało się inaczej. Serial przyciąga regularnie ponad dwa miliony widzów na odcinek i każdy nowy sezon startuje z wynikami lepszymi niż poprzedni. Co jest jego tajemnicą? Przede wszystkim konsekwentny casting — obsada nie zmienia się co sezon, co daje widzom poczucie ciągłości i pozwala na głębsze przywiązanie do postaci. Po drugie, twórcy nie boją się pokazywać autentycznych napięć w miejscu pracy — konfliktów o pieniądze, problemów z terminami i trudnych rozmów z klientami. To nie jest idealizowana Polska z komedii lat 90.; to codzienność, którą wiele osób zna z własnego doświadczenia. Nowy sezon wprowadza wątek cyfryzacji firmy i starcia pokoleniowego między właścicielem a jego synem, który wrócił z zagranicy z nowymi pomysłami. Ten motyw brzmi jak klisza, ale scenarzyści radzą sobie z nim zaskakująco sprawnie — humor wynika z konkretnych sytuacji, nie z ogólnikowych żartów o „dzisiejszej młodzieży”. Jeśli oglądałeś poprzednie sezony, nowy potwierdza, że formuła nie wyczerpuje się. Jeśli jeszcze nie znasz tej serii, to dobry moment, żeby zacząć od sezonu pierwszego.